Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Refleksje po publikacji „Młode zabytki – kto je ochroni?”
Po pierwsze nie szkodzić

Artykuł  
opublikowany  
w Z:A_05_2009

 

Artykuły on-line

 

Artykuł „Młode zabytki – kto je ochroni?” opublikowany w Architekturze-murator nr 7/2009 wywołał mieszane uczucia w gronie osób kierujących pracami Izby Architektów RP. W efekcie pod koniec sierpnia Prezes Izby Architektów wystosował do redakcji „A-m” list otwarty (czytaj na stronie 44 drukowanej wersji Z:A i w plikuPDF Z:A 05/2009). Naszym Czytelnikom jesteśmy w tej sytuacji winni wyjaśnienie dlaczego przywołany artykuł wywołał dyskusję w Krajowej Radzie Izby Architektów. Przy tej okazji przypomnimy także niektóre zapisy regulujące obszar działania Izby Architektów oraz jej współpracy z SARP.

 

 

 

 

Pan Paweł Jasica poruszył w swoim tekście problem braku dostatecznej, systemowej ochrony dla modernistycznej architektury powstającej w okresie PRL-u. Niestety obok rzeczowej analizy tematu, wśród wielu bardzo dobrych stwierdzeń pojawiły się dość niefortunne zdania sugerujące próbę obciążenia środowiska architektów zbiorową odpowiedzialnością. W dodatku można było odnieść wrażenie, że autor szukając „winnego” dość jednoznacznie wskazał na... Izbę Architektów?!

Autor artykułu, jako dziennikarz i krytyk architektury, może dać ponieść się emocjom, posłużyć krótkimi wypowiedziami wyrwanymi z kontekstu czy wreszcie nie mieć pełnej wiedzy o zadaniach i narzędziach samorządu wynikających z ustawy. Jednak drukująca jego słowa redakcja profesjonalnego czasopisma branżowego (jakim niewątpliwie jest „A-m”) powinna zweryfikować zgodność wyrażanych zarzutów ze stanem faktycznym. W przeciwym razie Czytelnicy zostają po prostu wprowadzeni w błąd, co szkodzi zarówno im samym, ale także osobom czy organizacjom, które zostały w tym złym świetle postawione.

W przywołanej publikacji „A-m” doszło niestety do takiego efektu. W języku współczesnych mediów można by powiedzieć, że mamy tu do czynienia z czarnym PR wobec działaczy Izby, Izby jako organizacji zawodowej, a nawet środowiska architektów jako całości (bo przecież każdy architekt podpisujący projekty jest członkiem IARP). Zwłaszcza że zdania autora zostały przez redakcję powtórzone jako „złota myśl” i wyróżnione powiększoną czcionką.

Te krótkie fragmenty artykułu brzmią niczym próba zantagonizowania i podzielenia środowiska architektów. A w szczególności stworzenia sztucznego podziału na architektów z SARP-u i architektów z Izby. Podczas gdy są to dwie uzupełniające się i wspierające organizacje. W tym miejscu wypada też dodać, że bardzo duża rzesza architektów jest aktualnie jednocześnie członkami Izby Architektów (przynależność obowiązkowa, aktualnie ok. 9300 osób) oraz SARP (przynależność dobrowolna, aktualnie ok. 5000 osób).

Uzupełniające się zadania SARP i Izby Architektów
Stawiając w artykule obok siebie dwie organizacje i porównując ich działania należałoby sięgnąć do dokumentów regulujących czym kto się zajmuje i co w związku z tym mu wolno. Pan Paweł Jasica nie miał obowiązku tego robić, ponieważ nie było to tematem artykułu. Gdyby tak jednak postąpił, ustrzegłby się przed nieprecyzyjnymi dwuznacznościami związanymi z zadaniami i relacjami SARP i IARP. By je wyjaśnić nie musimy nawet sięgać do Ustawy o samorządach (...) czy statutu Izby Architektów. Wystarczy przeczytać o wiele mniej obszerne „Porozumienie o wzajemnej współpracy” pomiędzy SARP a IARP (przyp. 1).

W preambule tego dokumentu strony zgodnie ustaliły, że instytucjonalne formowanie zawodu architekta w RP powinno być oparte na harmonijnej współpracy obu organizacji, przy zachowaniu ich tożsamości i niezależności określonych ustawą i statutami.

Ustalono przy tym szczegółowo, na jakich elementach strony skupią się w swych działaniach. W przypadku SARP są to m.in.:
wydawanie rekomendacji związanych z walorami jakościowymi dzieł architektów, projektantów innych zawodów, a także działalności firm bezpośrednio związanych z działalnością inwestycyjną,
zbiorowe zarządzanie prawami autorskimi,
krytyka w zakresie twórczości architektonicznej.

Natomiast w przypadku IARP są to m.in.:
sprawowanie nadzoru nad należytym i starannym wykonywaniem zawodu przez architektów,
tworzenie właściwych warunków dla wykonywania zawodu architekta poprzez dbałość o legalność działań podmiotów działających na rynku architektonicznym, przestrzeganie ustalonych norm postępowania i etyki zawodowej,
ustalenie zasad etyki zawodowej.

Z treści porozumienia jasno wynika, że SARP i IARP ściśle ze sobą współpracują, przy czym do SARP-u należy zakres twórczy, natomiast do Izby – formalnoprawny. To najprościej sformułowany podział zadań i kompetnecji obu organizacji architektonicznych.

Czy rzeczywiście winna jest Izba?
Paweł Jasica pisze a redakcja „A-m” podkreśla: „Jedni architekci zrzeszeni dobrowolnie w SARP, pracowicie sporządzają listy cennych zabytków sprzed kilkudziesięciu lat, które trzeba chronić. Inni architekci, zrzeszeni przymusowo w Izbie Architektów, nieudanymi modernizacjami niszczą wartość tych budynków.”

Przeanalizujmy co jest w tym fragmencie faktem, a co już formą konfabulacji:
fakt: sporządzanie list obiektów wartych ochrony jako dobra kultury przez architektów działających w ramach SARP (ale epitet „pracowite” to już zabieg nieco piarowy, bo przecież większość tego, co robimy, robimy pracowicie),
fakt: niszczenie obiektów nieudanymi modernizacjami, których projekty podpisują architekci (ale postawmy dodatkowe pytanie: kto i na jakiej podstawie oceni, że modernizacja jest udana lub nie).

Mamy więc dwa fakty. Dlaczego jednak przywołano w tym akapicie Izbę Architektów? Jakie merytoryczne znaczenie dla problemu ma fragment „zrzeszeni przymusowo w Izbie Architektów”, skoro żadna osoba niezrzeszona w Izbie nie ma prawa podpisać projektu architektoniczego?

To krókie wtrącenie wywołuje bardzo niekorzystne wrażenie. Jest formą zbiorowego zarzutu zarówno wobec wszystkich architektów jako środowiska, jak również wobec organizacji samorządowej, której zasady funkcjonowania oparte są na określonych podstawach prawnych. Podobnie zresztą jak np. funkcjonowanie konserwatorów zabytków, którzy także ograniczeni są odpowiednimi regulacjami.

Autor artykłu może przywoływać do porządku wyłącznie osoby podpisujące się pod projektami takich modernizacji. Natomiast fakt, że pojedyncze osoby należą do samorządu zawodowego (a należą ponieważ mają taki ustawowy obowiązek, gdyż wykonują regulowany zawód zaufania publicznego) nie oznacza że tenże samorząd lub jego wszystkich innych członków można obarczyć zbiorową odpowiedzialnością.

Zbyt krótko o odpowiedzialności
Zacytowani w artykule przedstawiciele Izby wyjaśniaję kwestię odpowiedzialności architektów – niestety cytowani są bardzo skrótowo i bez podania podłoża prawnego. Przypomnijmy:

Borysław Czarakcziew, przewodniczący Małopolskiej Okręgowej Izby Architektów (przyp. 2): Izba nie może mówić: ty robisz ładnie a ty robisz brzydko. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoją pracę.

Autor niestety nie wyjaśnił dlaczego takie jest stanowisko samorządu. A musi takie być ponieważ ocena architektury jest domeną SARP-u, a nie Izby. Osoba wypowiadająca się

ładne/brzydkie w imieniu IARP złamałaby zapisy porozumienia między tymi dwiema organizacjami.
Autor nie wyjaśnił także o jaką odpowiedzialność ma chodzić – a w przypadku architektów nie jest to tylko sprawa sumienia. Bo przecież to właśnie w ramach Izby działają sądy dyscyplinarne, do których można zgłaszać naruszenia powodujące odpowiedzialność każdego architekta za wykonywaną przez niego pracę. Tylko należy podkreślić tu słowo „naruszenia”. Niestety w przypadku obiektów z okresu PRL-u, trudno takie umocowane prawnie naruszenie znaleźć, co zresztą Pan Paweł Jasica wielkokrotnie i słusznie w artykule zaznaczał, pisząc m.in. że w prawie zbyt wiele nie znajdziemy oraz podając wiele szczegółów w tym zakresie. I jest to niestety prawda.

Aktualnie wyłącznie poprzez ochronę praw autorskich
Właśnie z powodu braku odpowiednich przepisów osoba podpisująca projekt modernizacji, nie może za jej efekt odpowiadać ani przed sądem dyscyplinarnym Izby ani przed sądem powszechnym, ponieważ nie ma przepisu, który by naruszyła. Chyba że... zarzut dotyczył będzie naruszenia praw autorskich twórcy (twórców) pierwotnego projektu danego obiektu. I tę właśnie kwestię wyjaśniał autorowi artykułu w rozmowie telefonicznej Sławomir Żak, prezes Krajowej Rady IA. Jednak zacytowany został równie skrótowo: Nasze ustawowe zadanie to zajmować się wykonywaniem zawodu. Poszanowanie dorobku innych architektów mieści się tylko w zakresie praw autorskich.

To zbyt krótki cytat by dla każdego stało się jasne, że nie oznacza on, iż Izba nie dostrzega problemu. Oznacza natomiast, że Izba Architektów (podobnie jak np. konserwatorzy zabytków) musi poruszać się w ramach określonych prawem. Prezes KRIA wskazał więc jedyną aktualnie możliwość działania na rzecz ochrony architektury PRL-u: poprzez prawa twórców i konsultowanie z nimi projektowanych zmian. Oczywiście w tej sytuacji jedynie twórcy mogą jakiekolwiek modernizacje zablokować – o ile zostaną poproszeni o opinię lub sami dowiedzą się o planach modernizacyjnych właściciela.

Izba Architektów, podobnie jak każdy samorząd zawodowy dla zawodów zaufania publicznego może oczywiście stawiać własne warunki określające zasady funkcjonowania swoich członków w zawodzie, jednak wolno to czynić wyłącznie poprzez regulacje wewnętrzne takie jak np. zasady etyki, które muszą być zgodne z obowiązującym prawem.

Dlatego nie ma np. możliwości by wprowadzić obowiązek respektowania list dóbr kultury opracowywanych przez SARP.

Konkrety, lecz nie tylko czarne/białe
Pan Paweł Jasica oczekiwał konkretów i podpowiedź prezesa KRIA to jedyny możliwy obecnie konkret prawny jaki mogą zastosować architekci w tej sprawie. Listy dóbr kultury tworzone przez SARP nie dają przecież aktualnie żadnej formalnej ochrony, dopóki nie zechce sięgnąć do nich konserwator zabytków czy urzędnik reprezentujący samorząd terytorialny (co zrobi wyłącznie dobrowolnie).

W tej sytuacji niestety najmniej konkretne, ale zdecydowanie potrzebne(!) są odwołania do poczucia etyki, sumień i świadomości estetycznej architektów. Warto nagłaśniać przykłady złych pomysłów, apelować i doprowadzać do dialogu z właścicielami. Warto też rozpowszechniać informacje o obiektach wartych ochrony a także prezentować modernizacje pozytywne. I w takim ujęciu przywołanie zbiorowej odpowiedzialności jest jak najbardziej na miejscu.

Musimy jednak przy tym pamiętać, iż większość budynków z okresu PRL-u jest modernizowana przede wszystkim ze względu na zły stan techniczny, wynikający głównie z jakości materiałów budowlanych i wykonawstwa tamtej epoki. Oraz że podczas modernizacji obiektu nie wpisanego do rejestru zabytków należy spełnić obowiązujące aktualnie przepisy o izolacyjności przegród budowlanych.

Inwestor i projektant niejednokrotnie stoją więc przed pytaniami: modernizować czy dopuścić do śmierci budynku? A jeśli modernizować to jaką metodą ocieplić ściany by spełnić warunki energooszczędności, skoro izolowanie od wewnątrz jest szkodliwe ze względu na fizykę budowli?

Podział na dobre i złe krasnoludki, nie jest więc tak prosty jak zasugerował to Pan Jasica, a zbiorowe wrzucanie wszystkich skrzatów do jednego worka wręcz szkodliwe dla całego (niezbyt) bajkowego świata.

Sebastian Osowski


Przypisy
1. Porozumienie o wzajemnej wspólpracy pomiędzy Stowarzyszeniem Architektów Polskich SARP a Izbą Architektów Rzeczypospolitej Polskiej zostało zawarte w dniu 15 listopada 2002 roku w Warszawie.
2. Borysław Czarakcziew jest przewodniczącym Małopolskiej Okręgowej Izby Architektów, a nie „małopolskiego samorządu” jak podano w artykule „A-m”. Samorząd zawodowy architektów w Polsce jest jeden: nazywa się Izba Architektów RP, a realizowany jest regionalnie poprzez Okręgowe Izby Architektów (OIA).

 

 

 

 

 

 

Artykuły on-line
 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.