Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Projektowanie uniwersalne czy typowe? (część 1)

Artykuł   
opublikowany   
w Z:A_04_2008 


Artykuły on-line

 

Temat barier architektonicznych jest już podobnie wysłużony, jak ekologia czy energooszczędność. Ten ostatni uratował się ostatnio dzięki nowym przepisom. Ekologię zastąpiono hasłem zrównoważonego rozwoju. A bariery architektoniczne? Ciągle to samo, czyli nuda. Skoro tak dużo się o tym mówi, dlaczego wielu projektantów, deweloperów i zarządców nie stosuje tych rzekomo „oklepanych” zaleceń w praktyce i nie poznaje nowych?

 

 

 

(+) Uniwersalny chodnik przy głównym wejściu do opery

Usuwanie barier architektonicznych
w mieszkaniach i lokalach usługowych
finansują MOPS-y i PFRON
(Państwowy Fundusz Rehabilitacji
Osób Niepełnosprawnych).
W 2009 roku przyznano na te cele
drastycznie zmniejszone fundusze.
Jedyna zatem nadzieja w architektach
i pozostałych projektantach:
w miarę możliwości
projektujmy bez barier.

 

Wydawać się może, że sprawy poruszane w tym tekście nie mają związku z zawodem architekta. Przecież nas, architektów w pracy obligują stosowne przepisy i z własnej woli oraz z obowiązku je znamy. Zgoda – kto uważa, że wie wszystko, nie przeczyta tego tekstu. Jednak podjęta w tym artykule tematyka nie dotyczy li tylko architektów – raczej projektantów w szerokim pojęciu i użytkowników architektury.

Projektant czyli kto?
Mówiąc projektant obiektu lub przestrzeni, myślimy często architekt. To jednak nie wyczerpuje w pełni znaczenia tego słowa. Projektantem jest również (i od wieków był!) inwestor, który realizuje, z pomocą projektantów-zawodowców, własną wizję inwestycji za własne lub pożyczone pieniądze. Projektantem jest przecież jakże często wykonawca, który czasami bardzo mocno wpływa na kształt projektu. Projektant to również zarządca nieruchomości, który nierzadko decyduje o kształcie środowiska zbudowanego, w szczególności nieruchomości, którą zarządza. Wreszcie projektantem bywa też często urzędnik administracji publicznej narzucający legislacyjnie kształt przestrzeni lub konkretne rozwiązania (np. rodzaj dachu, elewacji, lamp ulicznych, ławek itd.). Ten wielokąt zależności inwestora, projektanta-zawodowca, wykonawcy, urzędnika i zarządcy jest polem architektonicznych działań i płaszczyzną funkcjonowania użytkowników przestrzeni. Mówiąc nieco górnolotnie, ale jednocześnie konkretnie – tych pięć symbolicznych postaci decyduje o życiu użytkownika przestrzeni. Co ciekawe, decyduje najczęściej bez jego udziału. Aby obie strony (projektanci i użytkownicy przestrzeni), wiedziały o potrzebach i problemach drugiej strony, jeszcze przed samym momentem oddania obiektu do użytkowania, niezbędne są (tu użyję kolejnej pary zbanalizowanych pojęć) dialog i edukacja. Bez dialogu nie będzie zgody, a ta możliwa jest tylko wtedy, gdy w Polsce zaczniemy szerzej stosować filozofię universal design (UD). Ta idea łączy nie tylko środowiska i pokolenia, ale (przynajmniej w teorii) ma na celu osiągnięcie porozumienia twórców z odbiorcami. Przyjrzyjmy się zatem UD w kontekście dostępności do architektury i pojęcia niepełnosprawności.

 


(–) Nierównorzędny status dwóch wejść do muzeum.

 


(+) Platforma pionowa tuż obok schodów głównego wejścia do muzeum.

 

UD: uniwersalny dizajn
Byłoby doskonale, gdyby liczne dyskusje nt. rozwiązań i problemów projektowych docierały nie tylko do projektantów-zawodowców, lecz także do ww. osób i środowisk, a przede wszystkim do użytkowników architektury. W tym momencie należałoby przywołać pojęcie partycypacji społecznej (kolejny zużyty termin, ale na szczęście wciąż na topie). Konferencja na ten temat (organizowana przez Biuro Rozwoju Gdańska we wrześniu br.), to wydarzenie dające nadzieję na lepsze. O partycypacji i edukacji należy mówić, pisać, czasem nawet krzyczeć. Na postulacie włączenia użytkownika przestrzeni w proces jej tworzenia opiera się zawodowa i pozazawodowa edukacja architektoniczna. W naszym kraju dopiero raczkuje, nawet mimo silnie sprecyzowanych postulatów w dokumencie zwanym „Polska Polityka Architektoniczna”. Na tych samych założeniach opiera się projektowanie uniwersalne – nazwane uniwersalnym dizajnem w celu promocji międzynarodowego skrótu UD oraz w celu eliminacji zawłaszczenia tego terminu przez dziedzinę wzornictwa przemysłowego lub sztuki użytkowej. Design znaczy bowiem projektować.

Projektanci przestrzeni:
inwestor (np. deweloper),
projektant-zawodowiec (architekt, konstruktor, instalator, …),
urzędnik,
wykonawca,
zarządca.

Użytkownicy przestrzeni:
mieszkańcy,
pracownicy,
uczniowie, studenci,
turyści, goście.

Upublicznianie architektów
Można by powiedzieć, że pierwsza grupa (projektanci przestrzeni), to osoby niezależne, a druga (użytkownicy przestrzeni) – zależne, bo przecież pierwszych w projektowaniu nie ogranicza bezpośrednio użytkownik, natomiast drudzy muszą korzystać z tego, co wymyślili pierwsi. Tak jednak nie jest do końca, bowiem pierwszych ograniczają przepisy, stworzone w celu reprezentowania interesów tych drugich. Zatem obie grupy są w jakimś stopniu zależne od siebie. Jednak pierwsi są grupą niejednorodną w sensie komunikacyjnym: użytkownik ma małe szanse zakomunikowania projektantowi swoich racji, ale może to łatwo zrobić wobec inwestora lub zarządcy, bo najczęściej zna jego nazwę i adres. Z kolei znajomość stosownych przepisów przez zarządcę często wystarcza do odrzucenia pretensji użytkownika. W funkcjonującym obiekcie postać projektanta-zawodowca jest najbardziej eteryczna – właściciel mieszkania rzadko wie, kto jest autorem projektu jego lokalu, praktycznie nigdy nie zna jego danych teleadresowych, ale, o dziwo, winą za wszelkie usterki obarcza przede wszystkim architekta. Upublicznienie danych głównych projektantów (nie tylko architektów) umożliwiłoby użytkownikom stosowne kontakty. Być może zmusiłoby też stronę projektową do uważniejszego liczenia się z potrzebami strony użytkowej – byłby to dobry punkt wyjściowy dla uniwersalnego dizajnu i partycypacji. Sytuacja taka byłaby także spójna z dążeniem architektów do ujawniania swoich nazwisk w celach prestiżowych. Wzięło się to z faktu, że wcześniej architekta postrzegano przede wszystkim jako wykonawcę poleceń inwestora (czy to państwowego czy prywatnego). Dopiero od niedawna podkreśla się nasze prawa autorskie i rolę w kreacji architektonicznej. Z drugiej strony brakuje w tej tendencji dążenia do umożliwienia kontaktów użytkowników z projektantami (nie tylko architektami) – a być może to właśnie uświadomiłoby obu stronom barykady (czy raczej bariery) genezę wielu problemów oraz ułatwiłoby ich eliminację doraźnie lub w przyszłości.

 


(+) Mocno widoczna balustrada wygodna dla osób z lękiem wysokości

 


(–) Szklana balustrada słabo widoczna mimo mocnego pochwytu

 


Uniwersalny a typowy
Wymienione powyżej osoby są uczestnikami procesu budowlanego. Muszą one znać i stosować w swej pracy prawo budowlane – projektant i inwestor również się do nich zaliczają. To truizm, przecież wszyscy o tym wiemy i czytamy prawo budowlane. Każdy z osobna stosuje też kodeks etyczny – własny lub grupy, do której należy, np. izby zawodowej, stowarzyszenia czy też zgromadzenia religijnego. Przywilejem każdego uczestnika procesu budowlanego jest zatem wybór pomiędzy uniwersalnym dizajnem (UD) a typowym dizajnem (TD). Selwyn Goldsmith charakteryzuje go (w nomenklaturze znanej w Polsce m.in. z dziedziny urbanistyki) jako wybór między metodologią bottom-up (UD) a top-down (TD) [Selwyn Goldsmith, Universal design: a manual of practical guidance for architects, 2000].

Podział na UD i TD nie jest ani administracyjny, ani nawet przyjęty w środowisku, jednak do zwerbalizowania jego istnienia prowokuje obserwacja współczesności. Dobrze jest, jeżeli tego wyboru dokonujemy ze świadomością konsekwencji. Czym zatem różnią się te dwa modele projektowe? Pierwszy polega na projektowaniu z myślą o wszystkich, drugi – z myślą o typowych. Kim jest w tym procesie architekt lub inwestor? Pod względem sprawności jest najczęściej tym typowym, przeciętnym.

UD popularne jest w krajach zachodnich i w USA, a TD m.in. w Polsce. Na szczęście o UD mówi się i pisze coraz częściej. Każdy tekst podejmujący tę tematykę jest autorską interpretacją tej filozofii, ponieważ sektor prawny ignoruje jej istnienie. Oby dane nam było czytać jak najwięcej takich interpretacji, bo tendencje projektowo-legislacyjne idą w zdecydowanie złym kierunku. Pokutuje bowiem przekonanie, że zbudowanie pochylni, montaż platformy, zrealizowanie toalet dla niepełnosprawnych lub zapewnienie odpowiednio szerokich drzwi – wszystko, jak przykazał katechizm, czyli 75-ka – wystarcza do zrealizowania zasady dostępności. (75-ka, czyli Rozporządzenie MI w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, Dz.U. nr 75 poz. 690 z późn.zm., ostatnia z 12 marca 2009 r.) W praktyce jednak zdarza się, że są to dodatkowe urządzenia, których można by uniknąć na drodze głębszej analizy projektowej. Co więcej, nie są wcale rozwiązaniem satysfakcjonującym użytkowników – przykład platformy schodowej jest szczególnie jaskrawy, bowiem generuje ona u osoby na wózku konieczność proszenia o pomoc, czego osoby z niepełnosprawnością nie akceptują. Rozwój cywilizacyjny oraz definicja „niepełnosprawności” zobowiązują projektantów do tolerancji również w kwestiach psychologicznych (nie tylko somatycznych). Zmuszanie części odbiorców architektury do permanentnego proszenia o pomoc jest formą dyskryminacji i absolutnie nie załatwia „problemu” dostępności.
(...)

 

Anna Rumińska

Dalsza część artykułu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_04/2009

 


 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuły on-line

 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.