Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Patent zaklętej dynamiki

Artykuł   
opublikowany   
w Z:A_03_2008 


Artykuły on-line

 

Najpierw był strach. Paraliżujący... Poczucie zawodowego świętokradztwa. Później kipiel pomysłów i wyścig z Hermannem Dernburgiem. Aż wreszcie tchnięcie nowego życia w jeden z symboli Wrocławia – dom handlowy Renoma. Jednocześnie – budowa siostrzanego obiektu. Obok pomnika europejskiego modernizmu i nowego obiektu nie można przejść obojętnie. Tym bardziej nie dało się tak pracować nad skomplikowanym projektem. Architekt Zbigniew Maćków mówi o wątpliwościach, poszukiwaniach dynamiki oraz sposobu na połączenie budynków i wpisanie ich w otoczenie.

 

 

 

Jest Pan szczęściarzem…
> Nie wiem co mam odpowiedzieć...

Mieliśmy trzy-cztery lata budowlanej prosperity i akurat w tym czasie pojawiła się szansa przebudowy tak wyjątkowego budynku jakim jest popularny wrocławski Pedet.
> Cieszymy się, że inwestor nam zaufał, ale też byliśmy w tym budynku od 11 lat. Niemal w nim mieszkaliśmy, bo – mając tam biuro – i pracując nad projektami często nie wychodziliśmy stamtąd po 3, 4 dni. Projektowaliśmy kilka wcześniejszych modernizacji Renomy. Znamy ją na pamięć i nawet Dernburg nie spędził w niej tyle czasu, co my.

Nowa-stara Renoma to szansa na wejście do podręczników architektury?
> Ja na to tak nie patrzę. Nie stawiamy sobie ambicji żeby ten dom towarowy był najlepszy na świecie, tylko żeby dobrze się wpisał w otoczenie, spełniał założenia inwestorskie, funkcjonalne, planistyczne, konserwatorskie. Lista celów, które trzeba było zrealizować, jest bardzo długa. To niewątpliwie nasz najbardziej skomplikowany projekt, wymagający najwięcej uwagi, choć nie największy.

Gdy po raz pierwszy spojrzał Pan na Renomę jako obiekt do przebudowy, co Pan pomyślał?
> Paraliż… Strach… Mówię poważnie! Przez pierwszy rok pracy wydawało się nam, że ten obiekt jest nie do rozbudowy; że nawet wykonując projekt najlepiej – a staraliśmy się tak do tego podchodzić – popełniamy zawodowe świętokradztwo. Że rozbudowujemy obiekt przemyślany, skończony. Owszem, zdawaliśmy sobie sprawę, że czasy się zmieniły, że trzeba – jak to się obecnie mówi – „tchnąć nowe życie” w budynek, bo w jego dotychczasowym wcieleniu nastąpiła funkcjonalna śmierć. Poza kilkoma wyjątkami, potwierdzającymi regułę, nie ma już na świecie tak dużych domów towarowych. Handel w ciągu tych niemal 80 lat, czyli od czasu gdy powstała Renoma, ewoluował. Zmiany są bardziej zasadnicze niż np. w motoryzacji. To już jest zupełnie inna filozofia. Na przełomie wieków w handlu nastąpiła daleko idąca specjalizacja, co z kolei wymusiło powstawanie układów galerii śródmiejskich, ze wspólnymi pasażami, wokół których tworzone były poszczególne jednostki handlowe o wąskim profilu. Dlatego ogarnął nas strach czy powinniśmy, i czy zdołamy zmienić zasadniczą strukturę funkcjonalną domu towarowego na centrum handlowe. A przecież to nie był „pierwszy z brzegu” dom towarowy. Wymawiając nazwisko Dernburga trzeba paść na kolana! (śmiech) Każdy rozsądnie myślący człowiek parający się tym zawodem, gdy zetknie się z takim obiektem, musi mieć podobne odczucia.

Jak z perspektywy czasu wygląda próba zmierzenia się z legendą wrocławskiej architektury początku XX wieku?
> Chyba nie mamy jeszcze odpowiedniego dystansu. Z doświadczenia wiem, że nabiera się go po 2-3 latach. Natomiast mogę powiedzieć o odczuciach po kilku latach pracy nad projektem. Pierwsze poważne pomysły na generalną rozbudowę pojawiły się w 2004 r. To był długi proces inwestycyjny, związany z wykupem gruntów, wykonaniem miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, bo ten poprzedni przewidywał na zapleczu domu towarowego mieszkaniówkę! Prawdziwe projektowanie po tym „sprzątaniu” formalno-prawnym nastąpiło 2 lata później. Pierwsze próby po opanowaniu paraliżu i strachu – co mogę teraz powiedzieć z perspektywy czasu – były zbyt ambitne. To chyba charakterystyczne dla młodych pracowni, choć mieliśmy już doświadczenie z podobnych realizacji. Zrobiliśmy kilkanaście wersji rozbudowy, do każdej wykonując model, wizualizacje. Wliczając w to wszystkie mutacje, to projektów – takich strzałów w kosmos – było kilkadziesiąt. Widać, że ambicja i chęć – jak Pan to ujął – „wpisania się w podręczniki” przesłaniała zdrowy rozsądek. Powodowała, że w naszych działaniach – trochę nieświadomie, teraz to widzę – próbowaliśmy Dernburga „przeskoczyć”. To było niepotrzebne, ale musieliśmy się „wykipieć”. Po roku intensywnej pracy wybraliśmy koncepcję, która jest jakby współczesnym odbiciem oryginalnych założeń autora.

Była to więc doskonała nauka …
> Tak, bo zmierzyliśmy się z tematem, który ma nie tylko program funkcjonalny i kontekst urbanistyczny – obecne w każdym zadaniu – ale też stawia pytania nadrzędne. Pytania na granicy architektury i etyki – np. czy w ogóle można ten obiekt przebudować. Renoma to budynek kultowy. Pomnik. Takiego zadania dotychczas nie „ćwiczyliśmy”.

Jest Pan uważany za propagatora neomodernizmu. Czy to oznacza, że dla Pana zajęcie się Renomą było łatwiejsze niż dla innych architektów?
> Też gdzieś czytałem, że wraz z Jackiem Balem i Maciejem Chorążakiem przełamaliśmy we Wrocławiu erę postmodernizmu realizując w tym samym czasie dwa budynki wyłamujące się z tej stylistyki. Wydawało mi się naturalne, że tak myślimy i robimy. W tym nie było żadnego manifestu. Ale zdecydowanie bliżej nam do idei głoszonych przez modernistów.

Często się podkreśla, że projekty nowych obiektów są mało odważne, mało pomysłowe. Jak jest w przypadku nowego skrzydła Renomy?
> Współpracowaliśmy ze świetnym inwestorem. Zaufał nam, a my zdołaliśmy go przekonać, że choć pewne materiały i rozwiązania nieco więcej kosztują, warto je zastosować. Choćby beton z włókien szklanych Fibre C, czy Alucore. W tym zalewie źle pojętej komercji, kiczu i tandety, jakim charakteryzuje się u nas architektura obiektów handlowych, trzeba się odważyć, wykonać zdecydowany ruch. A jednocześnie nie przesadzić. Ustaliliśmy wspólnie z inwestorem, że głównym zadaniem nie jest budowa obiektu komercyjnego, ale rozbudowa Renomy. Mam nadzieję, że obiekt zaprojektowany nie pod kątem komercyjnego efektu będzie dobrze działał komercyjnie.

Podobno inspiracją dla umieszczenia skrzydeł stał się film „Pas de Deux” Normana MacLarena…
> Najpierw wymyśliliśmy formę, a później znaleźliśmy film. Okazał się świetną ilustracją do naszego pomysłu. Stopniowe pokazywanie sekwencji ruchu dało wyjątkowy efekt dynamiczny. Szukaliśmy patentu na zaklętą w modernistycznych budynkach dynamikę. Na szkicach Ericha Mendelsohna budynki są tak dynamiczne, jakby za chwilę miały odjechać z kartki! Jednak my nie chcieliśmy kopiować tych pomysłów. Szukaliśmy współczesnych środków wyrazu, patentu na uzyskanie takiej dynamiki, a jednocześnie sposobu na „schowanie” budynku. Żeby przy wysokości 30 m – jak pierwotna Renoma – trafiał w gzyms stojących obok starych kamienic, mających około 15 m. Stopniowo odginane skrzydła – aluminiowe gzymsy – powodują, że budynek „się chowa” gdy patrzymy na niego z perspektywy przechodnia.

To najtrudniejsze zadanie?
> Cały projekt to jakby krzyżówka z wieloma hasłami do odgadnięcia. Punktem wyjścia była funkcja dotychczasowego domu handlowego otwartego, który trzeba rozbudować dwukrotnie go powiększając. Do tego układ otwarty wywrócić na drugą stronę zamieniając w układ galeryjny. Trzeba było przy tym umiejętnie połączyć różne funkcje, bo obok powierzchni handlowych są tam pomieszczenia biurowe i wielopoziomowy parking.
Kolejnym problemem były zagadnienia konserwatorskie. Musieliśmy tak przykleić nowy budynek, by nie zburzyć podstawowych wartości starego. Równie istotnym aspektem były rozwiązania urbanistyczne. W miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego zawarta jest informacja, że oba budynki muszą być równe, tej samej wysokości. Jednak od strony ulicy Czystej nowe skrzydło powinno dostosować się do istniejącej zabudowy. A przecież między nimi jest około 15 metrów różnicy!
Wreszcie nową bryłą, jej wystrojem – kolorem, materiałem, fakturą – należało nawiązać do już istniejącej zabytkowej budowli. Wszystko wnikliwie przestudiowaliśmy wielokrotnie sprawdzając różne rozwiązania. Mieliśmy takie wersje, które świetnie „siedziały” nam od strony funkcji, ale fatalnie w stosunku do założeń planu, i odwrotnie.

Budynek o takiej kubaturze w tym miejscu. To było wyzwanie?
> Jednym z problemów urbanistycznych była właśnie skala. Długo szukaliśmy takiego pomysłu na bryłę, która nie tylko pasuje do otoczenia, ale właśnie zgubi skalę. Już stara Renoma, gdy popatrzy się na nią z lotu ptaka, jest kilkukrotnie większa niż każdy z okolicznych budynków. Nasze rozwiązanie sprawia, że choć nowy budynek jest większy od starego, powstaje wrażenie, że obie bryły są jednakowe.

Czy to, że nowe skrzydło jest jakby „z tyłu”, zasłonięte przez stare, sprawiło, że będzie mniej strojne?
> Bardzo długo pracowaliśmy nad dwuwarstwową fasadą, w której na jednym planie są wielkogabarytowe elementy architektoniczne, a na drugim – detal w wydaniu artystycznym. Z różnymi artystami wykonaliśmy kilkadziesiąt prób, umieszczając na fasadzie odciski, malując ją. Za każdym razem efekt był słaby, ocierający się o kicz. Czasami tak bywa. Poddaliśmy się.
Natomiast to, że nowy budynek jest wycofany w stosunku do ulicy Podwale, to wymóg miejscowego planu. Od 1535 r. na obecnym placu znajdował się protestancki cmentarz. Odkryto też pozostałości kościoła. Dlatego planiści zdecydowali, że skwer, nazywany szumnie placem Czystym, powinien pozostać. Ponadto postanowiliśmy zaznaczyć ślad po kościele, w postaci zarysu jego fundamentów, które w rzeczywistości znajdują się 2 metry pod ziemią.

Jakie napotkaliście trudności, by połączenie zabytkowego budynku z nowym dało spójną całość stylistyczną i formalną, a jednocześnie nowe skrzydło było samodzielne i nowoczesne?
> Wybraliśmy rozwiązanie, w którym oba budynki toczą dialog. Przyjęty do realizacji projekt rozwiązał problemy przestrzenne i wydobył z nowego skrzydła taką samą dynamikę jaką ma obiekt Dernburga, tylko w przeciwnym kierunku. Musieliśmy trafić z podziałami nowego budynku w podziały starej Renomy. Kolor nowych gzymsów nawiązuje do zabytkowych złoceń. Okładzina z Fibre C (betonu z włókna szklanego) nawiązuje fakturą i strukturą do ceramiki ułożonej na starym budynku.
Kulminacyjnym punktem kompozycji jest szklane atrium, w którym nowy budynek „wbija się” w stary. To jedno z najbardziej ekscytujących miejsc, bo dwie ściany, które dzieli 80 lat, stoją równolegle do siebie. W ten sposób, będąc w starym budynku, ogląda się fasadę nowego, a w nowym – zabytkowego. Ten styk stworzył jednak sporo problemów technicznych. Choćby takich, by nawiązać w nowym obiekcie do wysokości kondygnacji zabytkowego. Do tego powyżej trzeciej kondygnacji w starym budynku zaczynają się biura, a w nowym – parkingi, znacznie niższe.
Na górze jest wielki świetlik i klatka z ruchomymi schodami, spajającymi wszystkie kondygnacje. Przewidzieliśmy 3 główne wejścia: po jednym dla starej i nowej Renomy z poziomu ulic, oraz to z parkingów. Przecież przyjeżdżający samochodami klienci też muszą wejść do domu towarowego „wejściem paradnym”.
Na ścianach pod świetlikiem znajdzie się potężny, dwudziestometrowy współczesny obraz. To też nawiązanie do działań Dernburga, który zatrudnił rzeźbiarzy, by ozdobili fasadę rzeźbami.

Jak technicznie połączyliście budynki?
> Od strony konstrukcyjnej to było trudne zadanie. Cała chwała należy się inżynierom z biura Arup. Takie połączenia najlepiej się wykonuje poprzez rozsunięcie budynków i wykonanie czegoś pomiędzy nimi. W przypadku Renomy jest to szklane atrium i znajdujące się w nim ruchome schody. Zastosowaliśmy też kilka dylatacji, zarówno na styku budynków, jak i w środku nowego skrzydła.
(...)

 

Rozmawiał: Tomasz Wlezień

Dalsza część wywiadu: dostępna w wersji drukowanej Z:A oraz w pliku PDF Z:A_03/2009

 


 

 

 

 

 

 

 

 

Artykuły on-line

 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.