Premiera Z:A nastąpiła: 19.11.2007, ostatnia aktualizacja serwisu www: 15.02.2011


Reklama

 
 

 

 

Świadectwo z wyższą świadomością

Artykuł 
opublikowany 
w Z:A_04_2008 

 

Artykuły on-line

 

W listopadzie 2008 r. podpisane zostały trzy kluczowe rozporządzenia: warunki techniczne, zakres i forma projektu oraz metodologia dla świadectw energetycznych. Co zmieniają w pracy architekta? O pierwszych wrażeniach po ich ogłoszeniu rozmawiamy z Marią Dreger, jedną z osób biorących czynny udział w środowiskowych konsultacjach projektów tych rozporządzeń.

   

 

Maria Dreger. Aktywny członek kilku Komitetów Technicznych Polskiego Komitetu Normalizacyjnego, reprezentant PKN w pracach Europejskiego Komitetu Normalizacyjnego (CEN). Bierze udział w pracach nad zagadnieniami technicznymi z zakresu ochrony cieplnej i przeciwpożarowej budynków, prawa budowlanego, energooszczędności i efektywności energetycznej. Jest ekspertem Konfederacji Budownictwa i Nieruchomości oraz członkiem Komitetu Technicznego  Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Izolacji „Eurima”. Na co dzień Menedżer ds. Norm i Standardów Rockwool Polska.

 

Na czym polegają główne zmiany w nowych przepisach związanych z energooszczędnością budynków? I jaki będą miały wpływ na pracę architektów?
> Wszystkie zmiany, które zostały wprowa-dzone listopadowymi rozporządzeniami, dotyczące projektowania i potwierdzania spełnienia wymagań, są wpisane w starą formę warunków technicznych. Ani ze względu na zakres, ani poziom wymagań, nie są one rewolucyjne. W odniesieniu do większości budynków, nie nakładają one na architektów nowych obowiązków i istotnych zobowiązań.

Prawdziwą nowością jest wymóg wykonania na etapie projektowania analizy możliwości racjonalnego wykorzystania odnawialnych źródeł energii oraz ciepła z kogeneracji dla budynków o powierzchni użytkowej większej niż 1000 m2 (przypis 2). Wszystkie inne zmiany są tylko kosmetyką. Od strony formalnej niewiele się więc zmieniło. Mamy warunki techniczne i projekt. Inna nowość, czyli świadectwa energetyczne, pojawiają się na innym etapie, i w oddzielnym rozporządzeniu.

Spróbujmy to uporządkować. Jaka dokumentacja będzie wymagana jako załącznik do projektu?
> Po pierwsze wyraźnie rozdzielmy etap projektowania od momentu oddawania obiektu do użytku lub wprowadzania go do obrotu, czyli sprzedaży lub wynajmu. Architekt wykonując projekt budowlany musi opierać się na rozporządzeniach ws. zakresu i formy projektu oraz ws. warunków technicznych. Z pierwszego dokumentu wynika, że w projekcie muszą się znaleźć obliczenia parametrów i rozwiązania wpływające na charakterystykę energetyczną budynku (przypis 1). Z drugiego – co i jak obliczać oraz jaki jest wymagany minimalny poziom energooszczędności, czyli tzw. standard WT2008, z którym należy porównać zaprojektowany budynek lub jego poszczególne elementy (przypisy 3 i 4). I do architekta należy zapewnienie kompletności projektu oraz zgodności z aktualnym poziomem wymagań, choć oczywiście to nie oznacza, że musi wszystko wykonać osobiście.

A w którym momencie pojawi się świadectwo?
> „Świadectwo energetyczne” będzie wystawiane przez osobę uprawnioną dopiero w momencie oddawania obiektu czy lokalu do użytku, albo w chwili wprowadzania go do obrotu poprzez sprzedaż lub wynajem. W przypadku budynków nowoprojektowanych może to nastąpić po nawet kilku latach od wykonania projektu. Uprawnieni do sporządzania świadectw są z mocy ustawy architekci oraz magistrowie inżynierowie budownictwa, a także pewne inne osoby, ale po zdaniu egzaminu państwowego.

Zatem co architekci będą musieli analizować na etapie projektowania?
> Na etapie projektu sprawdzamy wszystkie wskaźniki charakteryzujące budynek pod względem energetycznym. Niektóre liczymy, inne przyjmujemy. Analizujemy izolacyjność przegród (współczynniki U), okna, wentylację, źródła ciepła/energii, instalacje (straty, sprawności).

Wszystkie te dane powinny się znaleźć w dokumentacji projektowej, ale przecież i tak trzeba je przyjąć, więc nie ma w tym żadnego specjalnego zobowiązania. One muszą być po prostu wyraźnie i jednoznacznie przedstawione. Taki obowiązek wynika ze znowelizowanego rozporządzenia w sprawie zakresu i formy projektu budowlanego. I w praktyce – przy założeniu, że proces inwestycyjny przebiegnie zgodnie z projektem – wszystkie te informacje mogą być potem wykorzystane przy opracowywaniu świadectwa energetycznego.

Czyli jeśli projektant wykona projekt zgodnie z WT2008, to świadectwo „samo wyjdzie”?
> W zasadzie – tak. Tylko nie zawsze będzie to równoznaczne z przyzwoitym standardem energetycznym, i to właśnie jest najsłabszym punktem przyjętych rozwiązań. Dając większą swobodę, w istocie przenoszą one odpowiedzialność na projektanta.

Schemat jest następujący. Główny warunek dotyczący energooszczędności, czyli § 328, jest podobny do dotychczasowego i mówi że budynek i jego instalacje powinny być zaprojektowane tak, żeby ilość energii potrzebnej do użytkowania budynku zgodnie z jego przeznaczeniem była na racjonalnie niskim poziomie (przypis 3). Tymczasem z przyjętego alternatywnie wymagania wyrażonego poprzez wskaźnik zapotrzebowania na energię pierwotną i jego poziom WT2008, ta racjonalność wcale nie wynika. Przy szczegółowej analizie można wręcz odnieść wrażenie, że to nie ona jest priorytetem nowych przepisów. To podstawowa, fundamentalna niespójność.

Proszę o wyjaśnienie!
> Według nowych przepisów potwierdzenie spełnienia warunków cieplnych i zgodności budynku z wymaganiami warunków technicznych można realizować na dwa sposoby.

Po pierwsze, można sprawdzać czy spełnione są wszystkie tzw. wymagania cząstkowe dotyczące m.in. izolacyjności cieplnej przegród zewnętrznych, okien i instalacji, a także zachowania określonych proporcji między powierzchniami przeszkleń a nieprzeźroczystymi oraz innych parametrów zapisanych szczegółowo w warunkach technicznych.

Druga metoda to obliczenie wskaźnika zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną, tzw. EP (który jest wykorzystywany także w świadectwie) i wykazanie, że jest on mniejszy od maksymalnego dopuszczalnego wskaźnika EP wynikającego z WT2008. Ta graniczna wartość EP zależy m.in. od rodzaju i współczynnika kształtu budynku, zapotrzebowania na cwu i ewentualnego wyposażenia w klimatyzację.

W efekcie stworzono pewną swobodę wyboru w sytuacji, gdy różne metody niekoniecznie prowadzą do tego samego celu. To z założenia nakłada większą odpowiedzialność indywidualną za podjęte decyzje projektowe. I to jest słaby punkt tych nowych rozwiązań.

Ale są jakieś dobre strony?
> Najlepszą jest to, że ostatecznie, choć z kilkuletnim opoźnieniem, przy okazji nastąpiło wdrożenie unijnej Dyrektywy w sprawie charakterystyki energetycznej budynków. Dyrektywy, wokół której narosło wiele nieporozumień, a dyskusja, zamiast skupiać się na istocie, dotyczyła zagadnień marginalnych. Ale to już zupełnie inna historia.

Oczywiście, można znaleźć w nowych warunkach technicznych pewne zapisy, które będą w sposób oczywisty korzystnie wpływały na energooszczędność, komfort i warunki zdrowotne. Dobrym przykładem jest jednoznacznie zapisany obowiązek izolowania przewodów instalacyjnych. Na pewno dobrym pomysłem jest wprowadzenie warunku zdrowotnego i higienicznego, czyli zapobieganie kondensacji wilgoci na wewnętrznych stronach przegród. I nie tylko na powierzchni przegród, lecz także w węzłach konstrukcyjnych. To jest bardzo ważny zapis, dlatego że o ile czasem ktoś liczył i wykluczał możliwość pojawienia się kondensacji na przegrodzie, to rzadziej dotyczyło to węzłów konstrukcyjnych. Tymczasem tam zagrożenie jest największe. W węzłach – gdzie łączą się np. ściana i strop – mamy wrażliwe miejsca, np. słabiej ocieplane wieńce. Jest to szczególnie istotne w przypadku ścian jednowarstwowych. Dla wielowarstwowych ma mniejsze znaczenie, ponieważ ciągła izolacja zewnętrzna dobrze niweluje wpływ takich lokalnych spadków temperatury.

Tak więc pewne szczegółowe rozwiązania jednoznacznie sprzyjają poprawie standardów energooszczędności i warunków higienicznych. Również pewne podniesienie poprzeczki wymagań, jeśli chodzi o np. izolacyjność przegród i okien jest pozytywnym zjawiskiem, choć tu efekt osłabia sformułowanie wymagań w WT w sposób alternatywny, a nie komplementarny. Niespójne wymagania nie sprzyjają realizacji zdefiniowanych celów.

Na czym ten brak spójności polega?
> By wykazać formalną zgodność budynku z nowymi WT można dość swobodnie manewrować pewnymi wskaźnikami. Podam przykład. Jeżeli w starym domu z lat 70., takim o którym wiemy, że zużywa bardzo dużo energii na eksploatację, kocioł węglowy albo gazowy zastąpimy kotłem na biomasę, czyli opalany drewnem, trocinami lub np. brykietami ze słomy, to tym samym spowodujemy, że wymaganie wyrażone poprzez wskaźnik EP, czyli ten, który jest kryterium i wyznacznikiem standardu WT2008, natychmiast zostanie spełnione. Dlatego, że współczynnik nakładu nieodnawialnej energii przy zastosowaniu biomasy wynosi 0,2 (dla porównania: dla węgla, oleju czy gazu ten współczynnik wynosi 1,1 – przyp. red.), co powoduje radykalne zmniejszenie wartości EP.

Standard WT2008 jest spełniony. Czy jednak budynek staje się dzięki temu bardziej energooszczędny? I czy o taką energooszczędność nam chodzi? To właśnie potencjalne pole konfliktu interesów. Inwestorowi w niektórych wypadkach może zależeć na tym, żeby szybko i maksymalnie tanio uzyskać efekt zgodności z przepisami. Ale nie będzie to efekt energooszczędności akceptowalny społecznie, efekt zgodny z zasadą zrównoważonego rozwoju, której podstawą jest „trias energetica”. Dla przypomnienia, zgodnie z którą należy: w pierwszej kolejności (pkt 1) zminimalizować zapotrzebowanie na energię przez ograniczenie strat, następnie (pkt 2) w maksymalnym stopniu wykorzystać do zaspokojenia potrzeb energetycznych odnawialne źródła energii, a dopiero jeśli OZE są nieopłacalne, zastosować (pkt 3) energię ze źródeł kopalnych, wytworzoną w sposób maksymalnie czysty.

Można powiedzieć, że ta fundamentalna zasada zupełnie nie znajduje odzwierciedlenia w naszych nowych przepisach. A przecież budynki wznosi się na dłużej niż nawet kilkadziesiąt lat i przez cały okres swojej eksploatacji będą potrzebowały i zużywały energię, więc w odniesieniu do nich ta zasada powinna być szczególnie przestrzegana

Zatem to będzie oznaczało nie tylko zawodową, ale głównie etyczną odpowiedzialność architektów.
> Szczerze mówiąc obawiam się, że architekci będą mieli dylemat czy skupiać się na mechanicznym wykazywaniu zgodności z przepisami, bo czasem mogą być poddawani takiej presji. Czy też działać zgodnie z misją swojego zawodu i z poczuciem, że są kimś więcej niż prostymi wykonawcami realizującymi technicznie oczekiwania inwestora i maksymalizującymi ich zyski za wszelką cenę, nawet wbrew lub z pominięciem aspektów środowiskowych, społecznych etc.

Scenariusz jest następujący: w projekcie spełnione zostały wymagania WT. Zmiany z procesu inwestycyjnego uwzględniono w dokumentacji powykonawczej. Opracowano świadectwo. I...?
> W przypadku nowych budynków świadectwo energetyczne, a właściwie kopia świadectwa – będzie wymagana jako załącznik do wniosku zgłaszającego zakończenie budowy lub do wniosku o pozwolenie na użytkowanie. W tym wypadku nadzór budowlany będzie mógł sprawdzić czy taką kopię dołączono i czy świadectwo zostało wykonane przez osobę upoważnioną do jego wykonania. Takie są możliwości i taka zapewne będzie praktyka.

A jak ten obowiązek wygląda w odniesieniu do budynków istniejących?
> W przypadku budynków istniejących świadectwo powinno być przedstawione w momencie transakcji kupna-sprzedaży oraz wynajmu. I w tym momencie dochodzimy do kolejnej sprawy, która aż prosi się o skomentowanie. Otóż Dyrektywa EPBD w sposób jednoznaczny nakłada na państwa członkowskie UE obowiązek zagwarantowania, by wszystkim obywatelom zapewnić dostęp do rzetelnej informacji o standardzie energetycznym lokalu, lub budynku, który chcą kupić lub wynająć. W dyrektywie jest to bardzo jednoznacznie stwierdzone. Zresztą podobnie zostało to zapisane w nowelizacji prawa budowlanego wdrażającego dyrektywę. Jednakże polski ustawodawca nie wprowadził żadnych instrumentów dla wyegzekwowania tego prawa.

Co więcej, zupełnie głośno przedstawiciele władzy publicznej twierdzili, że ponieważ takich zapisów nie ma i brak jest sankcji za nieprzestrzeganie, nic nie stoi na przeszkodzie żeby wprowadzone do obrotu istniejące obiekty tych świadectw nie posiadały (sic!). Takie postawienie sprawy jest sprzeczne z duchem dyrektywy EPBD i literą polskiego prawa. I może spowodować dochodzenie roszczeń obywateli (potencjalnych kupujących lub wynajmujących) przed instytucjami unijnymi. Kto będzie wówczas pozwanym i wypłacającym ewentualne odszkodowania? Państwo polskie?

Dla nowych budynków sankcje jednak będą...
> To prawda. Z tym, że przez „sankcje” rozumiemy tutaj fakt, że bez świadectwa nie można będzie wydać pozwolenia na użytkowanie i będzie to, przynajmniej potencjalnie, przedmiotem kontroli inspektorów nadzoru budowlanego.
Zresztą w przypadku budynków istniejących także nie chodzi o sankcje w formie kar, ale o stworzenie np. możliwości odwołania się do określonych jednostek w celu wyegzekwowania prawa do informacji lub uniemożliwienie podpisania aktu notarialnego, gdy nie ma, wymaganego przecież prawem, dokumentu. Tak, by nie trzeba było wychodzić na zewnątrz, poza Polskę. Wydaje się, że czegoś tu brakuje.

Wróćmy do metodologii. Jakie są jej najważniejsze wymagania? Co się zmieniło, jakie parametry sprawdzamy i dlaczego?
> Jeżeli chcemy zastosować metodę „cząstkową”, czyli współczynniki U, które są stosunkowo dobrze znane architektom, to w odniesieniu do ścian zewnętrznych, wymagane wartości zostały sprowadzone do jednej wartości – dla przegrody pełnej. Nie ma już zróżnicowania U w zależności od typu budynku czy stosowanej technologii budowy ściany (jedno- lub wielowarstwowa). Dla ścian zewnętrznych mamy jedno U, na poziomie 0,3. Przy obliczaniu i sprawdzaniu U, w sposób jednoznaczny liczone są mostki cieplne punktowe. Natomiast brakuje podobnej jednoznaczności w odniesieniu do mostków liniowych, których wpływ na izolacyjność przegród jest większy. Jednak niezależnie od tego, jak potraktuje się mostki liniowe przy sprawdzaniu wymagań cząstkowych, trzeba je w 100% uwzględniać przy liczeniu wskaźnika EP, który jest jednym z elementów świadectwa energetycznego. Dlatego warunek U(max) warto traktować jako wymaganie wyjściowe i stosować lepsze izolacje cieplne, tak by nawet po uwzględnieniu wszystkich mostków termicznych, nadal mieć do czynienia z dobrą energooszczędną przegrodą.

Więc jak ogólnie ocenia Pani przyjętą metodologię określania energetycznej charakterystyki budynku?
> Metodologia, która została przyjęta... cóż, jest to stara metoda niemiecka, z której zresztą Niemcy po części się wycofują. Metodologia ta przesunęła akcenty obliczeń w kierunku techniki grzewczej, instalacyjnej. W mniejszym stopniu i mniej dokładnie zajmuje się osłoną budynku, która ma przecież decydujący wpływ na wielkość strat i tym samym powinna być potraktowana ze szczególną uwagą zgodnie z pierwszym krokiem zasady trias energetica.

Do czasu wykonania obliczeń dla wielu obiektów i przy zastosowaniu różnych metod, trudno o pełną ocenę, choć już dla wybranych przykładów okazało się, że przyjęta metoda w zbyt małym stopniu pozwala wykazać różnice w standardzie budynków o większym stopniu energooszczędności, czyli sprzyja tzw. „urawniłowce”, w której wiele budynków o różnym standardzie, znajdzie się w podobnym przedziale. Poczekamy, zobaczymy. Najważniejsze, by wnioski z funkcjonowania metodologii, zostały wykorzystane przy kolejnej nowelizacji.

Więcej konkretnych spostrzeżeń na tym etapie może dotyczyć wymagań przyjętych w WT. Zaskakuje, że jeżeli już korzystano ze wzorów niemieckich, to pominięto te najnowsze, w tym sformułowanie wymagań jako komplementarnych (E i cząstkowe) lub tylko cząstkowych, ale na poziomie „rekomendowanym”, czyli niższym niż poziom podstawowy, minimalny.

Okazuje się również, jeśli przeanalizujemy przyjęte wymagania dla wskaźników EP, że w odniesieniu do budynków o zwartej bryle (czyli takich, które już są energooszczędne), wymagania zaostrzono, lecz w odniesieniu do budynków, które zostały zaprojektowane rozrzutnie (bo mają bryły bardzo rozrzeźbione), wymagania zostały rozluźnione. Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla takiego podejścia.

Rezygnacja z klas energetycznych na rzecz suwaka też jest oceniana jako mankament.
> Trudno pozytywnie ocenić w przyjętej formie świadectw rezygnację z prostego przekazu, zrozumiałych powszechnie klas energetycznych. Powiedziałabym, że obecne rozwiązania nie są ukierunkowane na użytkownika, a taki przecież jest ich cel, zapisany w Dyrektywie. W tej chwili nawet dla fachowca informacje zawarte w świadectwie wymagają dodatkowej obróbki, a co najmniej wczytania się i analizy, by można było cokolwiek powiedzieć o realnej energooszczędności obiektu.

Wiadomo, że „suwakowa” oszczędność (w takiej formie na pierwszej stronie świadectwa przedstawiony jest zestaw wskaźników EP), może się nijak mieć do realnej. Dlatego pierwsza strona świadectwa jest w praktyce bezużyteczna, z wyjątkiem wskaźnika EK, pokazującego ilość energii końcowej w kWh na m2, co pozwala przynajmniej przymierzyć się do kosztów eksploatacji. Pożyteczne informacje znajdują się w zasadzie dopiero na kolejnych stronach świadectwa. Po pierwsze opis osłony budynku, jej parametrów cieplnych oraz instalacji, jeżeli będzie wystarczająco dokładny – dostarczy wiedzy o stanie obiektu. Ponadto, tabelaryczne zestawienia zapotrzebowania na energię uzyskiwaną z poszczególnych nośników, na energię użytkową, końcową i energię odnawialną, na zaspokojenie różnych potrzeb. Szczególnie ważne będą uwagi dotyczące możliwości zmniejszenia zużycia energii poprzez remonty, modernizacje, jak i poprzez inny sposób użytkowania. To jest coś, na co warto będzie patrzeć.

Czyli podsumowując – sporo odpowiedzialności ustawiono po stronie projektantów, którzy o energooszczędność muszą zadbać już na etapie projektu...
> Uważam za minus przerzucenie przez państwo pewnej odpowiedzialności za realną energooszczędność, w tym zapewnienie interesów środowiskowych, społecznych i użytkowników budynku, na architektów. Bo tak to w praktyce może wyglądać w sytuacji, gdy alternatywne wymagania nie są równoważne i nie są określone na ekonomicznie uzasadnionym poziomie. W takiej sytuacji to architekci będą przekonywać klientów, że należy budować racjonalnie. A klienci mogą mieć różne priorytety, nie zawsze długotrwałe użytkowanie, czasem po prostu szybki biznes.

Na co dzień pracuje Pani w firmie produkującej wyroby budowlane z wełny skalnej. Postaracie się pomóc projektantom? Znowelizowaliście katalogi? Opracowaliście oprogramowanie?
> Pamiętajmy, że od wprowadzenia rozporządzeń mija dopiero 2 miesiące... Nowe katalogi właśnie opracowujemy. Pokażemy w nich rozwiązania przegród, które spełnią wymagania cząstkowe dla U i równocześnie zapewnią minimalny wpływ mostków, dzięki czemu będą sprzyjały uzyskiwaniu korzystnych wartości EP. Standard Rockwool to rozwiązania pozwalające uzyskać realną, opłacalną ekonomicznie energooszczędność. To bardzo ważne z perspektywy interesów użytkownika spłacającego kredyt zaciągnięty na zakup użytkowanej przez lata nieruchomości.

Jeśli chodzi o oprogramowanie, to proponujemy darmowy program, który pozwala sprawdzać warunek kondensacji (dostępny na www.rockwool.pl). Natomiast oprogramowanie do obliczania charakterystyki energetycznej – wiem, że już dziś udostępnia je więcej niż jedna firma. Tak więc na pewno będzie można z takich gotowych programów korzystać. Myślę, że to akurat będzie najmniejszym problemem przy obliczaniu charakterystyk i wykonywaniu świadectw.

Rozmawiał Sebastian Osowski


Artykuły on-line

 

 



Z:A do pobrania Z:A do pobrania

© Oria Media. Wszelkie prawa zastrzeżone.